Nie wiem dlaczego.
Nie wiem dlaczego ciągle zachodzę w swoją głowę, gdzie robię błąd, mam wyrzuty sumienia, czuję się winna wielu sytuacjom. Z jednej strony walczę o własną wartość, ale to jest niezmiernie trudne.
Czytałam o wysoko wrażliwych*: podobno osoby wysoce wrażliwe mają problem z akceptacją siebie. Wbrew pozorom udają pewne siebie osoby, a finalnie cierpią we własnym wnętrzu katusze obśmiań, sarkazmu, nieświadomie wypowiedzianych negatywnych uwag. Każde słowo analizują po stokroć doszukując się głębszego sensu, chcą być lubiane i zatracają się w tych dociekaniach zostawiając cząstkę siebie na każdym rozdrożu. Ile mam jeszcze cząstek? Czy wystarczy mi do końca życia? Nawet ten "koniec" bywa coraz częściej atrakcyjny... To niepokojące sygnały, i nie mam ich z kim przetrawić, więc one trawią mnie od środka.
Smutno mi, Boże... (J. Słowacki, Hymn)
Nie umiem jeszcze się otworzyć, wierzę, że kiedy to uczynię będzie mi łatwiej. Piszę nie do Ciebie, lecz sobie. Muszę poukładać myśli nieuczesane, które swobodnie poruszają się po mojej głowie. Nie ma co liczyć na innych, każdy ma swoje zamartwienia, a najbliżsi inne cele. Przykre, ale myślę, że się mijamy.
Boję się tego mijania.
To mija nasz czas.
* Jak być silną i wysoko wrażliwą? Julia Walton
Komentarze
Prześlij komentarz